Jeden dzień z… Curly Heads.

Justyna Grochal i Marek Sławiński – przesympatyczna część zespołu portalu Brand New Anthem – towarzyszyli nam przez cały dzień w Krakowie. Graliśmy jeden z koncertów trasy Burning Down Tour. Opisali słowami i zdjęciami to, jak mniej więcej wygląda nasz dzień przed, w czasie i po koncercie. Teraz i Wy możecie zobaczyć, że to nie taka lekka praca!

Zapraszamy:

Tekst: Justyna Grochal

Foto: Marek Sławiński

http://brandnewanthem.pl/dzien-z-curly-heads/

Parking przed krakowskim klubem Kwadrat. Za kilka godzin to tu zgromadzą się fani grupy Curly Heads, którzy przyjdą na ich trzeci koncert w ramach Burning Down Tour. Nim to nastąpi stoję tu tylko ja i nasz redakcyjny fotograf, Marek. Czekamy na przyjazd załogi Curly Heads, która pozwoliła nam poobserwować ich koncertowy dzień.

„I don’t want you to miss out on the truth” – ten krótki wers wyłowiony z twórczości Curly Heads ułożył się w mojej głowie w myśl przewodnią na dziś. W oczekiwaniu na zespół, zastanawiam się, na ile uchylą nam drzwi do swojego muzycznego świata.

Srebrny bus przywozi chłopaków pod klub około godziny 14. Kraków przywitał ich pięknym, wiosennym słońcem, mimo że temperatura raczej nie rozpieszcza. Zanim poznamy cały zespół, witamy się z ich menedżerem, Kubą, który przedstawia nam szczegóły dzisiejszego dnia. Za kilka chwil rozpocznie się próba przed wieczornym koncertem.

Dzien z Curly Heads

Kiedy wchodzimy do środka, scena jest już gotowa na przyjęcie muzyków. Klub świeci pustkami, nie licząc stojących na środku skrzyń i dwóch techników majstrujących przy przywiezionym wcześniej sprzęcie oświetleniowym. Rozglądam się wokół. Za kilka godzin przestrzeń przed sceną wypełni się rozemocjonowanymi fanami.

Mijamy scenę i zakradamy się na backstage, żeby poznać zespół. Dawid przyłapany na podjadaniu, trzymając w dłoni kromkę chleba, żartuje, że zgotowałby nam przywitanie w wersji staropolskiej, gdyby znalazł jeszcze sól. Uśmiecham się na myśl, że chłopcy są w dobrych nastrojach.

Dzien z Curly Heads

W międzyczasie ekipa zespołu przygotowuje wszelkie elementy sali na koncert, w szczególności scenę. Za kilka godzin przekonamy się, dlaczego podróżują aż dwunastoosobową paczką. Tu nikt nie jest przypadkowy. Specjalnie przygotowane światło, które jeździ własnym busem, stało się nieodłącznym elementem każdego występu, a nad efektem końcowym pieczę trzymają najlepsi profesjonaliści w Polsce – Paweł Spider Pająk zajmuje się światłem, Jacek Mazur dźwiękiem, a Piotrek Pędzel Mizik scenotechniką.

“Potrzebuję całego zespołu!” – dobiega nas głos Kuby, który daje znać, że wszystko już gotowe i czas zacząć próbę. Pierwszy na scenie pojawia się Oskar, główny gitarzysta i kompozytor większości utworów Curly Heads. Zanim zjawią się pozostali, Oskar zaczyna grać fragmenty swoich partii. Ze sceny słychać m.in. fragment Elektrycznego.

Dzien z Curly Heads

W międzyczasie do Oskara dołącza Damian, perkusista zespołu, a tuż za nim dwaj Tomasze – gitarzysta i basista. Jako ostatni na scenę wskakuje Dawid i próba oficjalnie startuje. Na początek wszyscy kolejno dostrajają swoje instrumenty i sprawdzają odsłuchy.

“Możesz nam pomóc? Skuta nie ma ucha.” – żartuje z uśmiechem Dawid, zwracając się do realizatora dźwięku. Kiedy sytuacja jest już opanowana, z ust Dawida pada propozycja, by na rozgrzewkę zagrać kawałek Knights. Na koncercie Dawid opowie, że jest to utwór napisany jeszcze podczas prac nadRuby Dress Skinny Dog. Utwór nie trafił na album, lecz mimo to chłopcy włączyli go w swój koncertowy repertuar.

Wymieniam z Markiem spostrzeżenia na temat imponujących, niebieskich świateł, które migoczą za plecami chłopaków. Jak się później okaże, jest to tylko namiastka możliwości świetlika Curly Heads.

Dzien z Curly Heads

Na drugi ogień idzie kawałek M.A.B, gdyż chłopcy chcą przetestować nową aranżację. “Ta wersja z wczoraj jest dobra” – zauważa ktoś z zespołu, po czym przez kilka minut między członkami zespołu trwa rozmowa o możliwości zmiany pewnego fragmentu. Gdy już wszystko zostaje ustalone, przestrzeń pustego klubu wypełniają słowa ”I used to love dancing in bad weather…”

W czasie gdy zespół próbuje kolejne utwory, obsługa wynosi sprzęty i pudła stojące przed sceną. Zauważam Kubę, który przynosi wydrukowaną setlistę dzisiejszego koncertu. Wręcza ją oświetleniowcowi, dźwiękowcowi oraz chłopakom na scenie.

Powrót